poniedziałek, 8 lutego 2016


                                                                       I
1.1...Moja ręka bezwładnie leżała na jego torsie,
głowa odpoczywała na twardym barku,
talie obejmowało jego silne ramie,
a nasze nogi, były splątane w niewyjaśniony sposób.
Chciałam tak trwać wiecznie.
Lekko obróciłam głowę i spojrzałam na niego.
Głębokim spojrzeniem w oczy przekonał mnie, że czuje to samo.
Było w nim coś, co było zawsze, ekscytacja, dziecięca radość, troska i ...to coś, co sprawia, że wiesz, ze to właśnie ON.
Jednak było w tych oczach coś...coś nowego...coś co mówi ,,Chcę spędzić z tobą resztę swojego życia. Chcę zasypiać i codziennie budzić się przy tobie, w twoich objęciach, budzić Cię pocałunkiem, który każdego dnia będzie coraz szczerszy, coraz mocniejszy ale nie będę się w Tobie codziennie zakochiwał na nowo...z każdym dniem będę kochał cię coraz bardziej."


1.2...Nasze ciała przykrywał ciepły koc.
Oboje mieliśmy piżamy. Dywan pod nami wydawał się latać, a ciepło ognia z kominka muskało nasze nagie stopy.
Spełnił mnie. Jestem z nim szczęśliwa. Od jakiegoś czasu nie wyobrażam sobie dalszego życia bez niego. Jest jak mój prywatny narkotyk. Nigdy nie mam go dosyć, jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. 


1.3...Mruczy. Jak kot. Wie jak to lubię. Jego niski, obezwładniający głos próbuje przedzierać się przez zaciśnięte gardło. co sprawia, ze czuje, ze jakbym stała to bym zemdlała...osuwając się w jego ramiona naturalnie ^.^

1.4...24 grudnia, około godziny dziewiątej rano. Leżąc z nim przy kominku w piżamie tak się rozmarzyliśmy, że prawie zapomnieliśmy o cieście. Moi rodzice mieli wrócić o piętnastej, brat był u dziewczyny i też miał wrócić później. Mieliśmy pod ich nieobecność upiec makowca i go ozdobić. Ponadto jeszcze należałoby przygotować świąteczny stół i przynieść dodatkowe krzesła.

1.5...-Musimy się podnieść.
-Jeszcze chwilkę, proszę.
-Zaraz spali się makowiec. O słyszysz, piekarnik już pika.
Wsadził twarz w moje potargane włosy i zaczął mamrotać.
-Chciałbym tak leżeć wieczność.
Nie mam pojęcia, jak to zrobił, biorąc pod uwagę dotychczasowe poplątanie naszych ciał, ale  nagle znalazł się nade mną. Dokładnie nade mną. Delikatnie dociskał swoje ciało do mojego. Czule zanurzył się moich wargach, a ja oddając się namiętnemu pocałunkowi, coraz mniej słyszałam alarm w piekarniku. 


1.6... Nagle, z błogiej chwili wyrwał nas ostry zapach spalenizny. Momentalnie zerwał się na równe nogi i poleciał do kuchni, a ja osłupiała leżałam. Minęło kilka sekund zanim mój organizm się ogarnął i poszłam do kuchni. Wyszedł mi naprzeciw i wziął mnie na ręcę.
-Wracamy do łóżka.
-Ale makowiec...
-Zająłem się tym, Pani się nie martwi, Księżniczko.
Odłożył mnie na nasz przed kominkowy barłóg i sięgnął po coś do plecaka. Wyciągnął z niego malą, kolorowa paczuszkę.
-Piotruś!!! Uwielbiam tę grę! Zawsze w święta grałam w nią z wujkiem...
-Opowiadałaś mi o tym kiedyś, wiec poszperałem na strychu i pomyślałem ze sobie pogramy..
-Jejku, jesteś cudowny!
Bardzo mocno pocałowałam go w świeżo ogolony policzek.
-Rozdawaj.
Z godna podziwu sprawnością przetasował karty i zaczęliśmy grać. 


1.7...Oboje nie mogliśmy powstrzymać śmiechu. Tyle wspomnień, teraz jakby się połączyły. Przy szóstej rozgrywce zadzwonił telefon.
-Halo?
-Asia? Włożyliście już makowca do piekarnika?
-Tak mamo, już nawet go wyciągneliśmy.
-Super! Tylko nie zapomnijcie polać go lukrem. Cukier puder jest...
-W piwnicy, wiem.
-No a wodę...
-Z czajnika, bo przegotowana lepsza, wiem.
-No to wymieszasz i...
-Nie martw się wiem jak zrobić lukier. Jak wrócisz wszystko będzie gotowe, nie trzeba będzie latać na ostatnia chwile.
-No dobra, to już wam nie przeszkadzam. To pa.
-Papa.
Odłożyłam słuchawkę na stół i wróciłam do emocjonującej rozgrywki z moim ukochanym.



1.8...Po skończonej grze naszła mnie wielka ochota na przytulanie. Miałam to szczęście, że on też to uwielbia. Wgramoliłam się mu miedzy nogi, oparłam się o jego muskularne uda i objęłam. Było mi tak dobrze.
Pocałował czubek mojej głowy i objął całym sobą. Nigdy nie czuje się bardziej bezpieczna niż przy nim.
Gdy po jakimś czasie znowu zaczął mruczeć, odpowiedziałam mu tym samym. Obkręciliśmy się w taki sposób, ze znowu ,,leżał na mnie". Ale teraz trzymał mnie w taki sposób...Jakby nie miał zamiaru rozluźnić tego uścisku nigdy. Całował mnie coraz mocniej, coraz głębiej, coraz bardziej odpływaliśmy. Do tego stopnia, ze zaplotłam swoje nogi na jego pośladkach. Jedna z jego rak wylądowała na łokciu tuz przy mojej głowie z towarzyszącym, głośnym jęknięciem prosto w moje usta.
Moje ciało zaczęło się wyginać. Owinęłam swoje ręce na jego karku, jednocześnie jedną dłonią drapiąc go w czułym miejscu na głowie.
Tak silnie czułam go na sobie, każdy milimetr mojego ciała był w stanie najwyższej gotowości. Nieświadomie zaczęłam jęczeć. To było coś cudownego. Zaczęłam powoli wyczuwać, jego wzwód na moim podbrzuszu. Ta myśl jeszcze bardziej mnie nakręcała.

1.9...LUBUDU!!! Mój kot postanowił właśnie w tym momencie zrzucić doniczkę z gwiazdą betlejemską ze schodów, nie tylko hałasując, ale również robiąc niemożliwy syf na kilku pierwszych stopniach. Przy hałasie wydawanym przez ciężką doniczkę uderzającą o schody, momentalnie zerwaliśmy się, brutalnie wypchnięci z raju.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz